historia kotów cz 1

Ta miłość miała bardzo trudne początki… Może dlatego, że w dzieciństwie, ani w moim domu, ani u nikogo znajomego nie było kotów. Koty kojarzyły mi się z ostrymi pazurami. W wieku nastoletnim mój obojętny stosunek do kotów jeszcze ochłodził się,a to po wakacyjnym zadaniu którego jednym z elementów była opieka nad tymi zwierzakami. Ponieważ kotka wujostwa poczuwała się do większego niż moje prawa przebywania na oznaczonym terytorium mieszkania – oznajmiała to głośnym syczeniem, warczeniem i machnięciem łapą. Skutek był taki, że przez wakacje z obawy przed szponami ( :)  ) chodziałam w długich spodniach. Kolejne lata mijały (na szczęście w pobliżu nie kręciły się żadne koty), aż u przyjaciółki pojawił się Czesław :)  Dużo by było się rozpisywać, Czesław zwariował i objawiał to między innymi bardzo negatywnym stosunkiem do gości. Do dziś dzień gdy przychodzi lato i odnóża me zaczynają przybierać odmienny kolor, na jednej łydce pojawiają się “równoległe ślady pamiątkowe”. I tak to nagle dnia pewnego, siedziąc w pracy, odbieram telefon męża: “Maju, Anecia znalazła w śmietniku kota ze złamaną nogą, jedziemy do weterynarza”. Niewiedząc czemu, jak i kiedy, gdy odbierałam kolejne telefony w sprawie, postanowiłam, “tym kotem zajmiemy się my jeśli nie znajdzie się właściciel”. I tym sposobem nie widząc na oczy Puni stałam się jej opiekunem…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: