Grill time

Wczoraj wstałam z jakąś niewyobrażalną pozytywną energią 🙂 Częściej chciałabym trwać w takim świrniętym stanie…
Oprócz ogromu różnych dziwnych rzeczy, które zrobiłam, postanowiłam również wypróbować kilka nowych przepisów, a po ich „wykonaniu” jakoś zapragnęłam jeszcze zostać „blogere kulinarnym” 🙂 Ale ponieważ jestem wnuczką swojej Babci i córką mojej Mamy – dlatego bez bicia przyznaję, że wszystko robiłam „na oko” jeśli chodzi o ilość, doprawiałam „do smaku”, tak więc z przepisów ostały się jedynie składniki 🙂

I oto macie dwie odsłony:

na słodko:
Jabłuszko nadziewane rabarbarem i żurawiną ze szczyptą cynamonu, zapiekane pod aluminiową kołderką 🙂

jablko

oraz
do kiełbaski:
Sałatkę z ryżowego makaronu, ogóreczka, groszku i pieczarek z wielkim dodatkiem koperku 🙂

sałatka2

Pychota.
Polecam.

Rodzinna tradycja

Jakie jest moje ulubione „wspomnienie dzieciństwa”? Jednym, które zawsze przychodzi mi na myśl jest smak i zapach soku z dzikiego bzu, który robiła moja Babcia. Widok słoików i całego misterium nalewania do nich płynu – tak, żeby żaden brzeg nie został pobrudzony.

Miałam przerwę w robieniu soku z dzikiego bzu wg przepisu Babci …
Zaniedbałam rodzinną tradycję 😦
Ale Iga już „pomaga” w kuchni, więc w tym roku nie było żadnej wymówki, trzeba było odświeżyć przepis i zabrać się do dzieła 🙂

To tak wyglądała praca …

03062013

… a potem była część dodatkowa – nowość w rodzinnej tradycji – ozdabianie słoiczków 🙂

12062013 1206201312062013

A skoro na-strychu jest wyzwanie-wspomnienie-z-dziecinstwa to nie może tam zabraknąć soku Babuni 🙂

Dzień Babci i Dziadka

Dobrą stroną chorowania jest możliwość kilkakrotnego oglądania tych samych programów w telewizji z powodu:
a: braku siły do naciśnięcia guzika na pilocie do telewizora i zmiany programu,
b: popsucia się pilota do telewizora – braku siły na zwleczenie się z łóżka i własnoręcznej zmiany kanału 🙂

Kilkakrotne oglądniecie tego samego powoduje, że:
– treści głębiej zapadają w umyśle,
– nie traci się nic a nic – tzn można się zdrzemnąć a po przebudzeniu leci to samo,
– wszystko można dokładnie i dogłębnie przemyśleć …

Podczas chorowania moje myślenie między innymi zrobiło okrążenie wokół zbliżających się Dnia Babci i Dnia Dziadka. Na potrzeby tychże wymyśliłam kartkę z ozdobnym pudełeczkiem ( 🙂 jakże twórcze he,he,he) ale, żeby pudełeczko nie było puste, a życzenia zdrowe i od serca, przydał się właśnie program, który udało mi się kilka razy zobaczyć 🙂
Program był o moich ukochanych słodyczach, ciasteczkach i czekoladkach, tym co mają w środku, z czego ktoś je „lepi”, co wkłada, żeby były świeże, kolorowe i pachnące … STRASZNE !!! Miałam koszmary podczas drzemek, które sobie fundowałam w przerwach w oglądaniu …

Na szczęście skończyło się na podaniu przepisu na ciasteczka domowe, zdrowsze niż sklepowe, możliwe do wykonania wspólnie z trzylatką 🙂

I oto część 1: karteczka
16012013

A to część – ciasteczka

– płatki owsiane (w garściach podaję : tu 4)
– słonecznik (tu :2)
– żurawina (tu :2)
– ziarna sezamu (tu :2)
– suszone morele, pokojone (2 – garści nie morele)
– orzechy włoskie, pokrojone (2 – garści nie orzechy)
– wody łyżek dwie
– 4 łyżki miodu
wszystko razem wymieszać – 3letni pomocnik robi to świetnie (zarówno odmierzanie potrzebnych porcji składników jak i ich mieszanie)
już sprawdziłam, że wedle upodobania można dodawać bakalie na jakie się ma ochotę 🙂
potem do piekarnika 160 stopni na 15 minut

zdrowaśki

zdrowaśki

I komplet gotowy 🙂 Oczywiście wkład do pudełeczka do Dnia Babci i Dziadka już nie dotrzymał i zaginął w naszych brzuszkach – ale szybko to naprawimy w odpowiednim czasie 🙂

16012013

Dodatek do herbatki

„Jestem kucharą” – powiedziała Iga robiąc ze mną kruche ciasteczka. Oczywiście kruche to one dopiero zostały po jakimś czasie od wypowiedzenia tego zdania, wcześniej były raczej klejące – tak jakoś dziwnie to u mnie w kuchni bywa 🙂

A żeby poranne (lub wieczorne) herbatki nie były takie smutne – gdy na dworze ciemno, zimno i wilgotno 😦 przedstawiam specjalny do nich dodatek 🙂

Cookies Bistro Mamy

Oj ciężko, bardzo ciężko na sercu, nawet aura nie sprzyja. Rozpaczliwie poszukuję możliwości poprawy nastroju… Wczoraj od rana myślałam o czekoladzie… tak, chodziło mi po głowie: Igunia zaśnie a ja odpakuję wielką tabliczkę czekolady…
I tak myśląc o czekającej mnie rozpuście i borykając się z ciężkimi myślami „wlazłam” jak co dzień na Bistro Mama… a tam co widzę? Cookies z kawałkami czekolady – boskie…
No to moja łepetyna myśli a co? nie umiem rozpuścić czekolady wymieszać z czymś tam i włożyć do piekarnika? I nie będzie, że samą czekoladę pożeram w całości. No to przystąpiłam do działania – na szczęście pozwoliło mi to się skoncetrować na czymś innym niż czarne chmury w mej głowie.
Razem z Igunią pojechałyśmy na zakupy bo mimo, że jestem czekoladożercą, takiej ilości naraz w domu nie było 🙂 a i jajka znowu wyszły 🙂
Nie wchodząc w szczegóły oprócz niezbędników wyjechały w koszyku – majtusie z Peppą, „silak” czyli lizak, batonik czekoladowy (w końcu miałyśmy robić cookies), serek dla dzieci, udało mi się odłożyć jeszcze kilka rzeczy, które trafiły do wózka – nie miałam siły się spierać 🙂
W domu akcja start: rozpuszczenie czekolady – prościzna, rozpuszczenie jej z masłem – prościzna, utarcie jajek z cukrem zleciłam mężowi – prościzna 🙂 , potem wszystko razem i mieszam, mieszam a to tężeje i mieszanie coraz gorsze ale dam rade 🙂 piekarnik włączony, blacha z papierem czeka – prościzna, zaczynam wykładać – i tu zaczyna się: wszystko się klei najpierw do łyżki, potem do palców (jak Bistro Mamie wyszło 30 ciasteczek z tej małej kupki masy?) potem klei się do Igi, do szmatki, w którą kazała mi wycierać ręce… mam wrażenie, że nie odkleję się już od tej masy… (jak Bistro Mamie udało się ulepić identycznej wielkości ciasteczka?)…
Koniec, wszystko na blaszce – to do piekarnika, który w międzyczasie zapipczał, że gotowy…


wszędzie czekolada
wszystko się klei
rany to miały być szybkie miłe ciasteczka…


piekarnik pipczy, że koniec… no to wyjmuję, pachną przecudnie, poparzyłam palce 😦

Tort dla krasnoludków

No to muszę się przyznać, że nie mogłam już wytrzymać samego oglądania wspaniałości u BISTROMAMY i postanowiłam nieśmiało sama coś zrobić z jej przepisów. Oczywiście odwagi mi wystarczyło tylko na „super skomplikowany” torcik naleśnikowy 🙂

Była cała oprawa. Najpierw pojechałyśmy z Igą na zakupy, no truskawek nie mam w lodówce 🙂 a i jajka jakoś wyszły 🙂

W sklepie, Prezes Zamieszania – Iga zmieniła koncepcję i absolutnie nie pozwoliła kupić ani truskawek (przymierzałam się do mrożonki) ani żadnych innych owoców. Miała być „ciekoladka” i basta – żadnej dyskusji.

No to wróciłyśmy z jajkami, ciekoladką i oczywiście super niezbędnymi wisiorkami z pająków (straszą już gablotki „halloween”) oraz rajstopami z Hello Kity (bleeee – ale trzeba się liczyć z uczuciami prawie trzylatki) 🙂

W domu nastąpiła akcja „skopiuj” zdolności Bistro Mamy (uhaha), Idze szybko się znudziło i podreptała do pokoju kleić z ciastoliny krasnale dla których miał być tort 🙂

No to pokazuję krasnale zaproszone na przyjęcie (nie wiem dlaczego musiały mieć ślimaki na głowach, dlaczego nie mogły mieć twarzy no i dlaczego szybko zmieniły się w zbiorowy placek 🙂 ):

oraz efekt kulinarny, który był bardzo smaczny (chociaż szkoda, że bez truskawek 🙂 ):